08.10.2001 Warszawa, Klub Proxima
Warszawa... niedaleko naszych rodzinnych stron. I gramy w Proximie... same plusy. Tak myśleliśmy przed koncertem. Oczywiście nie było tak różowo jak się zapowiadało.
Kiedy pojawiliśmy się (standardowo spóźnieni) na miejscu oczywiści okazało się, że jak zwykle prawie nikogo jeszcze nie ma i nikt nic nie wie.
Ludzie zaczęli się zbierać. Zanosiło się na niezły koncert, bez żadnych ekscesów, kiedy pojawił się problem... Otóż grało za dużo kapel... No i przez to (oraz przez standardowe poślizgi, przesunięcia, opóźnienia itp.) stanęliśmy przed wyborem: albo gramy jako trzeci (tak miało być), ale tylko przez pół godziny (zamiast całej), albo jako ostatni, ale za to dłużej. Właściwie to było nawet gorzej - przed powyższym wyborem stanął sam Zenek. On ze swoim talentem do wybierania zawsze gorzej. Tak więc siłą rzeczy wylądowaliśmy na samym szarym końcu. Większość nie była w stanie dotrwać ze względu na kończące kurs autobusy. Oczywiście jak chcieliśmy zmienić decyzję, to już się nie dało. Nic to, czasami tak bywa. Dzięki wszystkim, którzy wpadli. Było miło.