z zespołami
NER-W i
Unhumaned, po meczu Polska - Belgia (2:0 i awans Polski do Mistrzostw Europy 2008!) i przed imprezą
Łubudubu Party
Dziwnie jest grać w dniu wielkiego meczu. Były dylematy, nie chcieliśmy by fani Kabanosa lubiący piłkę nożną musieli wybierać (np. Leszek zastanawiał się, czy nie odpuścić sobie koncertu i obejrzeć spokojnie mecz w domu), a z drugiej strony, są przecież i tacy, którzy kładą lachę na tego typu eventy sportowe i mogą przestraszyć się późnej godziny rozpoczęcia koncertu i po prostu nie przyjść. Suma sumarum nie to okazało się jednak boloczką sobotniej nocy:-) Do klubu przyszło sporo fanów futbolu, którzy przy naszych kolegach z Gdańska, zespole
Unhumaned, w trakcie trwania ich setu, zaczęli instalować się z fotelami i kanapami pod sceną wyczekując meczu. W efekcie Unhumaned musieli się "streszczać" ze swoim setem widząc zniecierpliwione miny panów i pań, których interesowało tylko jedno -
MECZ.
Więcej szczęścia miał zespół
NER-W, ziomale z Zalesia Dolnego, którzy grali jako pierwsi i zdołali poderwać publikę w Klubie. My z jednej strony cieszyliśmy się opcją obejrzenia zmagań Polaków, z drugiej żal nam było zespołu Unhumaned i następnym razem będziemy starać się nie robić koncertów w dniu ważnych meczów. Albo w sumie po złości będziemy robić tylko takie:-) Mecz skończył się przepięknym wynikiem 2:0 i awansem do ME2008, co poprawiło nastroje bawiących się w klubie osób. Dziadumiła zmieniła zdanie jakoby reprezentacja Polski była bandą ciotopedałów nie potrafiących kopać piłkę, a Ildefons przełamał prześladujące go fatum, które sprawiało iż każdy mecz, który oglądał, kończył się porażką Polaków. Nie tym razem:-)
Trochę zajęło czasu zanim fotele wraz z rozentuzjazmowanymi kibicami zostały usunięte spod sceny i mógł zacząć się koncert. Trzeba zaznaczyć iż był to szczególny koncert dla Zenka. Otóż po raz pierwszy na występie Kabanosa pojawiła się jego
mama. Publiczność nagrodziła ją za to wielkimi brawami. Po koncercie Zenek usłyszał od mamy: "Jestem synu pod wrażeniem, ale nie machaj tak głową, bo sobie coś z kręgosłupem zrobisz i nie drzyj się tak, bo to nie jest normalne. A i masz szczęście, że nie słyszałam tekstów." Ach te kochane mamy:-) Koncert Kabanosa rozpoczął się około godziny 23-ciej, a skończył tuż po północy. W knajpie zostali nie tylko wierni fani, ale też niektórzy kibice i można było zauważyć, że parę osób nie kojarzących w ogóle Kabanosa szczaiło kumę i bawiło się wybornie. Współwłaściciel Klubu Radio Luxembourg był pod wielkim wrażeniem tego co działo się na scenie, a nie często mu się to zdarza, choć ogląda koncerty niemal codziennie. Pod koniec setu, na
Wielbłądzie, gdy Zenek wskoczył w publikę, siadł prąd i w akompaniamencie bębnów Dziadumiły, w kółeczku z fanami zostały wydarte z gardeł warszawskich fanów ostatnie wersy tekstu. Na sam koniec, przy
Dostał Pierre Dolca Zenek poprowadził wężyk przez Klub, ponoć komuś się piwo wylało:-)
Ważnym odnotowania jest również podsunięty przez Dziadu pomysł, aby utwór Tornister wykonać na cześć Euzebiusza
Smolarka nieco inaczej... wydarło się z Zenkowego gardła "a na kredensie leży mój.... Smolaaaareeek, cieszy mnie on jak nie wiem co.... to piłkarz mój - SMOLAREK!!!":-) Trzeba też pochwalić Janusza Gajosa, syna słynnego Czesława, fana zespołu, który pełnił rolę akustyka i wywiązał się ze swojego zadania bardzo dobrze. Fotograf Zygmunt stwierdził nawet, że koncert był zajebiście nagłośniony. My za to rewelacyjnie słyszeliśmy się na scenie. Była też hostessa kabanosowa, w JEDWABISTYM ORYGINALNYM KABANOSOWYM wdzianku. U niej można było nabyć kabanosowe płyty, które później oczywiście były mazane przez członków i członkinię zespołu Kabanos. Po koncercie afterparty Łubudubu, które potrwało do 3-ciej nad ranem. Kto nie był... niech żałuje:-)
setlista:
Kaszanka
Biedny miś
Świnie w pierzynie
Smolarek
Masz babo placek
Ja i moja żona
Ptaszek
Myj zęby
Enter Kabanos
Zabawka
Czerwona musztarda
Tadzio Śmierdzące Skarpetki
Parówki
Kibel
Wielbłąd
Dostał Pierre Dolca
FOTO